środa, 23 października 2013

Rozdział 2

                      Zatrzasnęłam drzwi i osunęłam się na podłogę. Głowę odchyliłam do tyłu przyciskając ją do drewna. Krzyki z dołu rozrywały moje serce na milion kawałków. Dlaczego choć raz nie mogli przestać się kłócić. Czy nie wiedzą, że istnieje coś takiego jak wieczór spędzony w rodzinnej atmosferze? Nie! Oczywiście, że nie, w końcu to moja rodzina. Odetchnęłam cicho, aby się uspokoić. Palcami przejechałam po śladach na gorącym ramieniu. I nagle uderzyła we mnie myśl, by znowu to zrobić. By znowu sięgnąć po żyletkę.
- Nie. - powiedziałam stanowczo - To już koniec.
Podniosłam się z zimnej podłogi i podeszłam do wieży stojącej na jednej z szafek, wykonanych z orzechu. Przez kilka sekund, machałam ręką nad czterema płytami, aby w końcu opuścić ją na "A Beautiful Lie". Tak. Dobry wybór. Gdy pierwsze nuty piosenki, opadłam na wielkie łóżko, okryte niebieską płachtą, przyozdobioną w triady. Ukryłam twarz w ciepłej pościeli. Dłonie zacisnęłam w pięści i zaczęłam krzyczeć. Mój głos zagłuszany przez materiał i głos Jared'a nie mógł dotrzeć do kłócących się na dole kobiet.

                                                    Your promises
                                                They look like lies
                                                    Your honesty
                                        Like a back that hides a knife

                        Głuchy dźwięk otwieranych drzwi, wyrwał mnie z pięknego transu. Ledwo podniosłam głowę, a przez kosmyki swoich brązowych włosów, zauważyłam niska blondynkę po pięćdziesiątce. Jej dłoń wzbogacona o delikatne zmarszczki, pracowała nad moja wieżą.

- Co ty robisz? - spytałam lekko zirytowana. - Nie jest tak głośno.
Niebieskie oczy będące niemal idealnych odzwierciedleniem moich, wpatrywały się we mnie bez większych emocji. Kobieta otwiera na chwile usta, ale natychmiast je zamyka, jakby nie chciała marnować slow na mnie. Siedziałam bezczynnie, przyglądając się jej dokonaniom, póki nie sięgnęła po sprzęt jeździecki. Moje mięśnie napięły się, gdy damskie dłonie zacisnęły się na materiale czarnych, skórzanych oficerek. Szybkim ruchem zerwałam się na równe nogi i stanęłam naprzeciw kobiety. Spoglądając lekko w dół starałam się wyczytać cokolwiek z jej oczu. Nic. Żadnych emocji. A przynajmniej na tyle silnych bym mogła je odczytać.
- Czemu zabierasz sprzęt? - wyciągnęłam ręce , aby odebrać matce obite w skore buty, ale jej dłoń odpycha mnie od siebie.
- Możesz zapomnieć o koniach póki nie poprawisz ocen.
Co? Ja mam poprawiać oceny? Co mam poprawić? 4 z angielskiego, a może 5 z historii? Czułam jak moje ciało ogarnia wściekłość, ale i zmęczenie wywołane tak rutynowym zachowaniem matki. Za każdym razem, gdy pokłóci się z Mannie odbija sobie na mnie i mojej karierze jeździeckiej.
- Wyjdź - powiedziałam bojąc się o moja reakcje na jakiekolwiek słowa matki. - Wyjdź i nie pokazuj mi się więcej na oczy.
Zdziwiona kobieta nie reaguje, gdy wyprowadzam ja na korytarz i zamykam jej drzwi przed nosem. Chęć wydostania się z tego domu wariatów jest na tyle wielka, ze chwytam za laptopa i loguje się na Facebook'u. "Spacer, teraz?" wystukuje szybko na klawiaturze. Wiadomość szybko zostaje przeczytana, a ja już po kilkunastu sekundach dostaje odpowiedz. "Nie mogę teraz. Nauka. Przepraszam, słonko ;*". Jak zwykle nie ma czasu. Chwytam za ciemna, rozpinana bluzę i ze słuchawkami w uszach idę pobiegać.
____________________________________________________________________
Jak widać, blog będzie pisany przez dwie, rożne dziewczyny. Samo opowiadanie będzie historią widoczną z perspektywy dwóch nastolatek. Mam nadzieję, ze nasza historia przypadnie Wam do gustu ;)

2 komentarze:

  1. Ciekawe czy ktokolwiek odwazylby sie zachowac wzgledem wlasnej matki...niezbyt prawdopodobne...

    OdpowiedzUsuń